piątek, 22 marca 2019

O kagańcu raz jeszcze

Dwa lata temu pisałam o kagańcu fizjologicznym Chopo (klik). Wtedy wydawało mi się, że był to najlepszy możliwy wybór, ale z czasem nabierałam wątpliwości, a w końcu pewności, że musimy poszukać czegoś innego.

Jednak nie było łatwo. Przejrzałam jeszcze raz wszystkie rozmiary Chopo, ale nie znalazłam niczego lepszego. Upewniłam się po raz kolejny, że Baskerville Ultra, jak i bardzo podobne kagańce Trixie Flex nie sprawdzą się na Kukulim pysku. W końcu pogodziłam się z myślą o tym, że lepiej nie będzie. Aż pewnego dnia, trochę przypadkiem, trafiłam na kagańce JVM.

Kagańce JVM, jak widać poniżej, są bardzo podobne do Chopo, ale jest kilka różnic, moim zdaniem, na korzyść tych pierwszych. Są wyraźnie lżejsze, co szczególne docenią mniejsze psy i mają cieńsze pręty dzięki czemu wyglądają też mniej topornie. Nie widać tego może na zdjęciach, ale sam filc też jest mniejszy, bardziej płaski.
Kaganiec JVM
Kaganiec Chopo
Ceny kagańców JVM i Chopo są dość podobne, rozmiary niby też, ale mam wrażenie, że JVM daje nam nieco większy wybór jeśli chodzi o proporcje, więc łatwiej znaleźć coś na nieszablonowe wielorasowe pyski, przynajmniej w przypadku mniejszych rozmiarów. 

Nie używamy kagańca na dłuższą metę, więc nie gwarantuję, że nie powoduje podrażnień, ale ja nie zauważyłam żadnych skutków ubocznych. Ku nie jest fanem puszki na pysku, ale nie próbuje go też usilnie zdjąć. Co jakiś czas podejmuje nieśmiałe próby, ale bezskutecznie, więc chyba nie tak łatwo się go pozbyć z pyska. Przy odrobinie dobrych chęci można psa nagradzać przez kraty, trzeba tylko znaleźć to idealne miejsce i potem idzie naprawdę sprawnie.

Podsumowując, jeśli nie potraficie znaleźć dobrego rozmiaru kagańca, sprawdźcie JVM, my polecamy.

PS. Ku chyba się za bardzo nie zmienił przez te dwa lata?

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Na koniec roku

Podsumowywanie roku czy postanowienia noworoczne to nie moja bajka, ale kilka reklam skłoniło mnie do tego krótkiego tekstu, tak z myślą o nowym roku i lepszy jutrze.

O tym, że w Polsce na wielką skalę reklamuje się leki i wszelkiej maści suplementy wiadomo nie od dziś. Największymi problemami Polaków zdają się być wzdęcia, impotencja i nieświeży oddech, ostatnio też kac. Coś jednak poszło bardzo nie tak, no obecnie, o zgrozo, reklamy zachęcają do niezdrowego trybu życia, obżarstwa (tak świątecznie), wcinania niekoniecznie zdrowego jedzenia i to bez względu na nasz stan zdrowia, bo przecież wystarczy wziąć tabletkę albo garść, żeby być pozbyć się wszelkich dolegliwości - obniżyć cholesterol, oczyścić wątrobę itp. DRAMAT. Ktoś chyba powinien się temu przyjrzeć.

Także w nadchodzącym 2019 roku chciałabym życzyć Wam wszystkim dużo ruchu na czystym i wolnym od smogu powietrzu (sic!), zdrowia oraz, a nawet przede wszystkim, zdrowego rozsądku!

Oto ja, Twój zdrowy rozsądek

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Roztomajte #1

Od dawna interesuje się fotografią, pamiętam jak robiłam pierwsze (wakacyjne) zdjęcia lustrzanką Praktica mojego taty. Potem dostałam swój aparat, sama wywoływałam czarno-białe filmy i zdjęcia, a w końcu przerzuciłam się na lustrzankę cyfrową. I choć niestety nie zaszłam w tym temacie za daleko, a przynajmniej póki co i nie śledzę na bieżąco nowości fotograficznych, to coś tam sobie podglądam i nie potrafię się nie zachwycić czyimś geniuszem.

Odkąd mam psa i przeglądam sieć w poszukiwaniu różnych psich wątków, trafiam oczywiście co jakiś czas na psie fotografie. Każdy kto choć trochę zainteresował się tematem na pewno trafił na Alicję Zmysłowską znaną chyba całkiem nieźle w świecie. Według mnie jednak większość psich zdjęć jest bardzo podobna. Psy leżą w kwiatkach, obejmują drzewa, są wciskane w zapierające dech w piersiach krajobrazy, jest bokeh... Wiadomo, kalki pojawiają się nie tylko w psiej fotografii, ale tutaj naprawdę ciężko znaleźć coś, co wywołuje wielkie "O JA-CIE".

Moises Levy

Całkiem głośno było o nim w tym roku, no i nie ma się co dziwić. Niby nic nadzwyczajnego,  jednak odpowiednia perspektywa i "decydujący moment" robią robotę. Na wielu zdjęciach są psy, a od listopada powstaje seria "City Dog". Polecam obserwować instagrama.

Christian Vieler i projekt Snapshots

Regularnie powstają serie zdjęć pokazujące ludzi i zwierzęta w ruchu. Mimo to takie zdjęcia zwykle są ciekawe, bo pokazują coś, czego nie dostrzeżemy gołym okiem i często jest to zaskakujące. Jedną z takich serii zrealizował Christian Vielere i pokazuje psy łapiące przysmaki. Część zdjęć znajdziecie na stronie i instagramie autora, można też kupić kalendarz, choć nie wiem czy będzie jeszcze dostępny.

Honza Řeháček i Sitka

Chyba każdy psiarz słyszał w tym roku o fotografie Honzie i Sitce, suce wilczaka czechosłowackiego. I znowu wydaje się, że nic szczególnego, zdjęcia są do siebie dość podobne, utrzymane w podobnym klimacie, ale to instagram i tak właściwie powinien wyglądać przemyślany profil. Mimo wszystko jest w tych zdjęciach co, co łapie za serce i bynajmniej nie chodzi o to, że wygląda "jakby oswoił dzikie zwierze", jak donosiły niektóre portale. Być może ważniejsze jest tło, niż sam pies, ale kto wie? Zdjęcia znajdziecie tutaj.

Alex Liverani i projekt Dango

A na koniec zupełnie z psami niezwiązane, ale dobitnie pokazujące, że w fotografii najważniejsze nie są sprzęt i umiejętności techniczne, a zdolność obserwacji. Tytułowe dango to japońskie kolorowe kluski, które nabija się trójkami na patyczki i zajada z herbatą. Deser zainspirował fotografa do serii wcale nie takich oczywistych tryptyków, sprawdźcie koniecznie.

środa, 31 października 2018

Podróże z psem: Beskid Śląski - Skrzyczne ze Szczyrku

Ostatni weekend spędziliśmy w Szczyrku świętując między innymi urodziny B. Mimo sporej ilości procentów, bardzo małej ilości snu i niepewnej pogody udało nam się też zrealizować plan i zdobyć Skrzyczne, a była to wyprawa na 12 osób i 3 psy, więc możemy mówić o prawdziwym sukcesie.

Większość życia spędziłam w Katowicach i choć za dzieciaka z rodzicami jeździliśmy głównie w góry, to jednak były to głównie Tatry. Beskidy zaczęłam poznawać później i wciąż wiele przede mną. Jak prawie wszędzie w Polsce przy ładnej pogodzie walą tutaj tłumy i tego nie da się nie zauważyć, jeśli wraca się w niedzielę wieczorem Wiślanką albo S1. To jest coś, czego wciąż nie jestem w stanie zrozumieć, ale nie o tym teraz. Ten weekend nie zapowiadał się jednak najlepiej, większość osób został w domach i dzięki temu udało nam się odpocząć na trasie, psychicznie w każdym razie.
Beskid Śląski
Beskid Śląski
Skrzyczne znajduje się na terenie Parku Krajobrazowego Beskidu Śląskiego. Przed wycieczką próbowałam znaleźć jakieś oficjalne informacje na temat podróżowania z psem, ale nie udało się. Według różnych blogów do parku można wejść z psem na smyczy, czyli standardowo, ale szczerze mówiąc nie wiem skąd te informacje. Nie widziałam też żadnych znaków po drodze, co oznaczałoby, że zakazu nie ma, ale czy jest jakiś regulamin, tego nie wiem.

Spaliśmy blisko Przełęczy Salmopolskiej, więc tam zaczęliśmy i po drodze na Skrzyczne zdobyliśmy jeszcze 4 inne szczyty (o tak) - Malinów, Malinowską Skałę, Kopę Skrzyczeńską i Małe Skrzyczne. Oznacza to, że wspinaliśmy się i schodziliśmy kilkukrotnie, ale mimo to trasa nie jest szczególnie wymagająca, w końcu to Beskidy. Przeszliśmy około 14 kilometrów w niecałe 5 godzin, na spokojnie, bo nie było sił na podkręcanie tempa.
Beskid Śląski
Beskid Śląski
Przed weekendem trochę padało, więc na trasie było dosyć mokro. Minęliśmy klika większych kałuży, a nawet potoczek płynący środkiem ścieżki - psiaki chętnie z niego skorzystały, ale podejrzewam, że latem nie ma tutaj takich atrakcji. Niezależnie od tego szlak świetnie sprawdzi się na wypad z psem.

Startowaliśmy w pełnym słońcu i było nam nawet trochę za ciepło, o dziwo. Później zrobiło się chłodniej i chmurniej, po drodze też ciut padało. Na szczęście prawdziwy deszcz zaczął się, jak już dotarliśmy na szczyt i siedzieliśmy w schronisku zajadając kanapki, czekoladę, kwaśnicę i naleśniki. Całą drogę w dół padało, a w dodatku zrobiło się nieco mgliście, ale bogatsi o doświadczenia ze Szkocji dotarliśmy do końca w dobrych nastrojach i z suchymi plecakami.