piątek, 19 października 2018

Podróże: Szkocja subiektywnie

Szkocja raczej nie jest popularnym celem podróży, przynajmniej nie wśród osób, które znamy. Powodów jest pewnie co najmniej kilka, a najważniejsze to prawdopodobnie ceny i pogoda. Na jednym z kempingów pracował nasz rodak, emerytowany żołnierz i twierdził, że raczej nie widuje tutaj turystów z Polski, a głównym powodem miałyby być pieniądze. Co innego Polacy mieszkający na stałe na wyspach. Jeśli zaś o pogodę chodzi, to chyba większość osób szuka miejsc, jeśli nie ciepłych, to przynajmniej suchych, a Szkocja nijak się nie wpisuję w ten obrazek.
Conic Hill
Troszkę pada
Nie ma się co oszukiwać, Wielka Brytania nie jest tanim krajem, ale przy obecnych kursach funta nie ma tragedii i przynajmniej w Szkocji ceny są podobne jak zachodniej Europie. Może z wyjątkiem noclegów pod dachem, bo te wydawały się nieracjonalnie drogie. A jednak chętnych nie brakowało, bo większość miejsc była pełna o czym głosiły wszechobecne tabliczki "NO VACANCIES". Jest tutaj jednak znacznie taniej niż w Islandii, która stała się ostatnio strasznie popularna, wydaje się więc, że nie w tym rzecz.

Pogoda natomiast jaka jest, taka jest. Mówią, że w Szkocji jednego dnia można przeżyć cztery pory roku o faktycznie tak bywa. Może przyjść też susza jak w tym roku, ale ona w końcu się kończy i pogoda wraca do normy. Czasem słońce, czasem deszcz, tak właśnie było. Mówią też, że nie ma złej pogody, są źle ubrani ludzie i w tym też jest trochę prawdy. Grunt to przygotować się psychicznie i dobrze zaopatrzyć, bo warto! Swoją drogą pogoda w Islandii też jest raczej średnia, znowu coś tu nie gra.

Krajobraz i flora

Po wyjątkowo suchym i gorącym lecie Polski krajobraz nieco się wyjałowił i przybrał kolor słomkowy. Poczułam to dobitnie w Szkocji, która co prawda też przeżyła w tym roku suszę, ale nie na taką skalę i miała szansę się szybko zregenerować. Tam było soczyście zielono, krony drzew były gęste, a trawa miękka. Nawet w pochmurne dni zieleń przebijała się przez szarość. Co prawda im dalej na północ, tym bardziej surowy krajobraz, ale wciąż kolorowy i jak dla mnie to nawet ciekawszy, trochę księżycowy.
Cairngorm Reindeer Herd
Glencoe
Poza tym jest tutaj mnóstwo wody: jezior, rzek i wodospadów. Wybierając się gdziekolwiek w teren, wcale niekoniecznie w góry, prawie na pewno będziecie przekraczać wodę i to nie jeden raz. Nie dziwcie się też jeśli po małym deszczu pojawi się kilka nowych strumieni. Po dużym tym bardziej. Gdzieś w tym wszystkim wyrastają góry, nieszczególnie wysokie, bo najwyższy szczyt, Ben Nevis, ma 1344 m, ale podejścia zwykle nie należą do najprostszych.

Żeby zobaczyć to wszystko w całej swojej okazałości, trzeba mieć trochę szczęścia. Słoneczny dzień nie trafia się tutaj w końcu codziennie. Jednak kiedy jest pochmurno, a może nawet pada, też jest pięknie. Tajemniczo.

Fauna

To, co tygryski lubią najbardziej. W miejscach takich jak Isle of Mull owiec i krów jest więcej niż ludzi, co bardzo nam się podoba. W dodatku tutejsze krowy są przepiękne, jakkolwiek śmiesznie to brzmi, ale na pewno większość z Was widziała gdzieś zdjęcie krowy rasy highland i nie wierzę, że komuś się nie podobało. Owce też nie są takie zwykłe, jest tutaj kilkanaście albo i więcej gatunków. Różne rogi, rozmiary, oczy i ubarwienie. Poza tym mamy znaki ostrzegające przed wydrami, więc i wydry, orły złote (ogromne) i morskie, maskonury, głuptaki, foki, delfiny, wieloryby, renifery... i wiele wiele innych.
Krowy highland
Pletwal karlowaty
Tak, to jest grzbiet płetwala karłowatego
Nie pałam jakąś wielką miłością do ptaków, ale krążący nad głową orzeł robi wrażenie, a widok nurkujących głuptaków jest naprawdę niesamowity. Owca to niby tylko owca, ale na Szkocji znajdziemy chyba kilkadziesiąt gatunków i każdy ma w sobie coś ciekawego. Renifery niestety zostały dawno temu wybite i obecne stado ma szwedzkie korzenie. Tak czy siak chociaż są oswojone, to żyją wolno, furtka do wolności pozostaje otwarta i zdobywają pożywienie na własną rękę. To, czym mieliśmy przyjemność je karmić, to tylko przekąska.

No i deser mamy ssaki wodne. Nie zobaczymy ich raczej z brzegu, choć jest szansa, a najłatwiej spotkać chyba fokę. Można jednak wypłynąć na morze/ocean (tak na przykład) i jeśli wszystko się dobrze ułoży, to zobaczymy naprawdę sporo okazów. Raczej nie będą skakać, ale oglądanie grzbietu takiego 8-metrowego płetwala karłowatego też robi wrażenie. My mieliśmy szczęście, pogoda nam dopisała, widoczność była wyjątkowa, zwierzęta się nie wstydziły. REWELACJA.

Jedzenie

Kuchnia brytyjska nie cieszy się raczej dobrą sławą. Nie dajcie się jednak zwieść, Wielka Brytania to nie tylko bekon i fasolka w pomidorach na śniadanie czy fish & chips na obiad. W Szkocji zjecie całe mnóstwo owoców morza: langustynki, krewetki, małże, kraby... Jak fish & chips to chyba zawsze z plamiaka (haddock) i jest przepyszne. Wśród mięs króluje wołowina, a poza tym mamy haggis w duecie, a raczej tercecie z tatties i neeps, czyli ziemniakami i pasternakiem, czarny pudding, wszelkiej maści wytrawne ciasta (pie). Ze słodkości nam najbardziej rzuciły się w oczy scones. Smażonego w cieście marsa próbowaliśmy kiedyś sami w domu i to nam starczy.

W sklepach jest dużo przetworzonej żywności, ale z drugiej strony nawet najtańsze wędliny składają się w zasadzie tylko z mięsa, więc da się dobrze zjeść nie wydając majątku. Wśród serów króluje oczywiście cheddar i w sumie ciężko o inne sery, jak to w Wielkiej Brytanii. Jest ogromny wybór maseł orzechowych w dobrej cenie, jeśli kochacie tak jak my, to o energię nie musicie martwić. Wszelkie mieszanki studenckie czy inne orzeszki są w podobnych cenach jak w Polsce i chyba w całej Europie tak to wygląda, ktoś wie dlaczego? Poza tym jest całe mnóstwo innych ciekawych rzeczy, chipsy w oryginalnych smakach, lemon curd... I oczywiście cydr, choć nie ma takiego wyboru jak w Anglii i jest sporo cydrów ze Szwecji, to wciąż nie mam na co narzekać, szczególnie nie na smak, wytrawny, taki jaki powinien być.

Jedyna rzecz, która może nam troszkę uprzykrzyć życie to godziny wydawania posiłków. Często jest tak, że kuchnia pracuje na przykład od 11 do 13, a potem od 15, więc warto się wcześniej zorientować w okolicy.

Psiolubność i ekologia

Byliśmy bez psa, ale ciężko było nie zauważyć, że pies raczej nie jest przeszkodą w Szkocji. Po pierwsze na kempingu z psem można zawsze, oczekuje się jedynie trzymania na smyczy, czyli wszytko gra. Ba, spotykaliśmy nawet ludzi z kotami. Po drugie z psem można wejść do wielu budynków typu restauracja czy sklep. Mało tego, psa można nawet zabrać na morskie safari. Po trzecie tutaj wszyscy sprzątają po swoich psach. Jeśli tego nie robią, to są napiętnowani przez lokalną społeczność.
Aberdour

Druga sprawa, która mi się bardzo podoba, to recykling na szeroką skalę, rezygnacja z plastikowych słomek - dzieci mogą dostać za darmo, dorośli płacą, nie wtyka się słomki w każdy głupi napój jak w Polsce. Jak dla mnie bomba, a dzięki temu jest tutaj czysto, ładnie i przyjemnie

Informacje praktyczne

Jeśli jechać do Szkocji, to między innymi po to, żeby poszlajać się po okolicy albo bardziej zmęczyć i trochę powspinać. Jednak musicie wiedzieć, że nie ma tutaj czegoś takiego jak szalki, możemy co najwyżej liczyć na pojedyncze znaki wskazujące jakiś kierunek. Dlatego warto przygotować się wcześniej i przejrzeć stronę walkinghighlands, na której znajdziecie opisy tras, informacje na temat trudności, atrakcyjności i ilości wody na trasie.

Druga cenna informacja to to, że w Szkocji w teorii można się rozbić z namiotem gdziekolwiek, mając na uwadze kilka zasad, a w górach znajdziecie ogólnodostępne budynki, w których można spędzić noc, szczegóły tutaj. Nie są to oczywiście żadne luksusy, ale zakładam, że w środku jest sucho, a to czasem może być na wagę złota.

No i na koniec warto wiedzieć, że w Szkocji znajdziecie wiele muzeów i podobnych miejsc, do których możecie wejść bez opłat. Wstęp do Muzeum Narodowego Szkocji w Edynburgu jest bezpłatny i można tutaj spędzić kilka godzin dobrze się bawiąc. Po Edynburgu, i pewnie innych miastach też, organizowane są tematyczne wycieczki, wujek google pomoże znaleźć coś dla siebie. Za darmo można też wejść do parlamentu, ale jeśli chcecie zobaczyć trochę więcej, to musicie umówić się na wizytę przez stronę internetową.
Muzeum Narodowe Szkocji
Muzeum Narodowe Szkocji
I to chyba wszystko co najważniejsze i najlepsze z mojej perspektywy. Nie ukrywam, że wakacje te były wyzwaniem, ale nie żałowałam ani przez chwilę, było cudownie.

poniedziałek, 15 października 2018

Podróże z psem: Góry Stołowe po raz drugi

Kuky na Ostasu Prawie co roku z okazji urodzin B. jeździmy z jego rodzicami w góry. Zawsze pada na Sudety, bo tak jest sprawiedliwie, jeśli o dystans chodzi, a w tym roku po raz drugi wylądowaliśmy w Górach Stołowych. Dwa lata temu przywitała nas zima, w tym roku wręcz przeciwnie, można powiedzieć, że było gorąco, a do tego przepięknie dzięki kolorowym jesiennym liściom.

Przed wyjazdem przejrzałam internet w poszukiwaniu przyjaznych szlaków i wszyscy zgodnie twierdzili, że Szczeliniec Wielki nie jest najlepszym wyborem, a szczególnie nie w piękny i słoneczny dzień, bo jest ciasno. A do tego na szczyt prowadzą schody. Dużo schodów. Czyli średnia atrakcja, z psem to już w ogóle. Padło więc na Błędne Skały, również popularne, ale podobno mniej.
Gory Stolowe
Gory Stolowe Zdecydowaliśmy się na szlak z Pasterki (o taki) i był to chyba najlepszy możliwy wybór. Podjechaliśmy autem z Kudowy do Pasterki, po drodze mijaliśmy dzikie tłumy i wiele samochodów, nasze przerażenie rosło z każdą minutą. Na szczęście w Pasterce nie było tak tłoczno, a na szlaku nie spotkaliśmy prawie nikogo. Błędne Skały były już nieco bardziej obłożone i w ciasnych korytarzach powstało kilka zatorów, ale bez dramatów.
Sam labirynt jest ciekawy i momentami stanowi wyzwanie, bo jest naprawdę wąsko, na pewno znajdą się tacy, którzy się nie przecisną. Sprawia jednak wrażenie nieco zaniedbanego, przydałoby sie tam trochę posprzątać, szczególnie że wstęp w sezonie jest biletowany.
Bledne Skaly
Opłaca się być małym
Wróciliśmy tą samą drogą i tym razem nie spotkaliśmy zupełnie nikogo. Nie wiem czy mieliśmy szczęście czy tak tam jest, ale nic tylko się cieszyć. Na zakończenie zjedliśmy naprawdę pyszny obiad w Pasterkrowie, miejscu bardzo przyjaznym psom. Idealnie!

W niedzielę mieliśmy mniej czasu, więc postanowiliśmy skoczyć za granicę i zdobyć Ostaš. Wystartowaliśmy z miejscowości o tej samej nazwie, samochód zostawiliśmy na parkingu i ruszyliśmy niebieskim szlakiem przed siebie. Trasa prowadzi między formacjami skalnymi, trzeba też pokonać niewielki labirynt. Na szczycie robimy pętle i zawracamy. Cała trasa to tylko 3 kilometry, ale jest przepięknie, nam podobało się dużo bardziej niż na Błędnych Skałach, więc polecamy. Tym bardziej, że jak to zwykle bywa, w Czechach ludzi było dużo mniej niż po polskiej stronie.
Ostas
Ostas
Cudowne sosny
Następnym razem planujemy zaliczyć Kočičí skály i Broumovské stěny.

A Wy macie jakieś jakieś szlaki w Górach Stołowych?

wtorek, 25 września 2018

Kleszcze: podsumowanie dwóch sezonów

Co prawda obecny sezon na kleszcze jeszcze się nie skończył, ale nie spodziewam się nagłych zwrotów akcji, więc pozwolę sobie już na podsumowanie. Zrobię to w dodatku z przyjemnością, bo w ten rok był wspaniały pod tym względem.

Środków przeciw kleszczom jest cała masa, można przebierać zarówno w rodzajach, jak i producentach. Przeczesując internet w poszukiwaniu najskuteczniejszej metody przekonacie się, że nie ma bezapelacyjnych zwycięzców. To, co sprawdza się u jednych psów, może nie działać u innych. Wniosek jest jednak jeden - jeśli Twój pies łapie za dużo kleszczy, to musisz spróbować czegoś innego i prędzej czy później na pewno znajdziesz swój patent.

Zeszły rok wspominam fatalnie, próbowaliśmy różnych rzeczy. Zanim sezon zaczął się na dobre jechaliśmy na kroplach Fiprex. Było w porządku, ale o kroplach trzeba pamiętać co miesiąc, więc przerzuciliśmy się na tanią, ale cenioną przez wielu obrożę Sabunol. Zapowiadało się nieźle, ale pewnego dnia nastąpiło załamanie i kleszcze wyciągałam niemal codziennie, czasem nawet po dwa dziennie. Wróciliśmy więc do kropli, tym razem Frontline i chociaż nastąpiła zdecydowana poprawa, to problemu nie udało się zupełnie usunąć. Pod koniec sezonu dodatkowo włączyłam czystek do diety Ku, próbowałam jeszcze z naturalnymi środkami na bazie ziół, ale fajerwerków nie było. Podsumowując: mogło być lepiej, cały czas byłam czujna i gotowa reagować w razie objawów boreliozy albo babeszejozy.
kleszcz
Niezależnie od wszystkiego czystek zagościł w diecie Ku na stałe. A poza tym poszperałam znowu w internecie i w tym roku postanowiłam spróbować z obrożą Scalibor prosto z Czech. W telegraficznym skrócie:
  • Dwa dostępne rozmiary: 48 oraz 65 centymetrów,
  • Substancja czynna: deltametryna
  • Zapach: brak!
  • Okres działania: co może być małym minusem obroża nabiera mocy dopiero po upływie tygodnia od założenia. Ochrona trwa do 6 miesięcy
  • Minimalny wiek psa: 7 tygodni
Obroża jest zaskakująco wiotka i sprawia wrażenie delikatnej, ale to tylko pozory. Przynajmniej ja nie zauważyłam żadnych problemów, a mamy już drugą sztukę, bo w końcu znalazłam coś, co działa! Co prawda na początku sezonu złapaliśmy dwa kleszcze, ale to by było na tyle. Od tamtej pory błogi spokój i wielka radość. Nie wiadomo oczywiście czy to zasługa obroży czy czystka, ale ja wierzę, że to połączenie sił dało takie efekty.

A Wy jakie macie sposoby na kleszcze?

czwartek, 20 września 2018

Pod namiot samolotem i w deszcz

Ostatnio wspominałam o tym, że pod namiotem fajnie jest, ale najlepiej jak jest pogoda (sucho i cieplutko) i jedzie się autem, w którym mieszczą się różne dodatki jak stolik, krzesła, hamak, najprostszą choćby lodówkę itp. Natomiast jeśli leci się samolotem, a pogoda w miejscu docelowym jest prawdziwie szkocka (klik), to trzeba trochę pokombinować.

Pierwszy raz lecieliśmy na urlop, pierwszy raz lecieliśmy na urlop pod namiot i pierwszy raz spędzaliśmy urlop pod namiotem w kraju, w którym nie mogliśmy liczyć na naprawdę dobrą pogodę. Prawdziwe combo. Było to spore wyzwanie logistyczne i chociaż poszło nam bardzo dobrze, to następnym razem może być lepiej. A jeśli stajecie przed podobnym wyzwaniem, to może nasze uwagi trochę Wam pomogą.

Najpierw chciałabym jednak zaznaczyć, że nie piszemy tutaj o ekstremalnych wyprawach w naprawdę trudnych warunkach, kiedy trzeba się spakować wybitnie kompaktowo i być przygotowanym na wszystko. Nasz scenariusz to aktywny wypoczynek, większość czasu pod chmurką, lot samolotem z jednym bagażem rejestrowanym, czyli mamy 40 kilogramów do zagospodarowania, na miejscu przesiadka do samochodu, więc jest gdzie rozłożyć rzeczy, a pogoda to do 20 stopni w ciągu dnia i od 8 w nocy. Do tego wilgotno i deszcz stale wisi w powietrzu.

Garderoba

Na początek coś prostego. Tak jak wspomniane w filmie o pogodzie w Szkocji, trzeba być gotowym na wszystko i ubierać się na cebulkę. Najważniejsze jest jednak zabezpieczenie przed deszczem. Prawdziwym i długim deszczem albo małym, ale wspomaganym wiatrem. Polecamy przetestować ubrania przed wyjazdem, bo parametry parametrami, a rzeczywistość i tak wszystko zweryfikuje. Podpowiadam też, że proste rzeczy są najskuteczniejsze i dobrze mieć coś na zmianę, na przykład zestaw dobra (sprawdzona) kurtka membranowa i plastikowa/gumowa peleryna plus spodnie przeciwdeszczowe. A parasol też się przyda.
Iona
Do tego porządne wodoszczelne buty i drugie na zmianę, nie muszą być aż tak pro. Lekkie klapeczki pod prysznic i powinno styknąć. Przydadzą się też czapka, komin, a nawet rękawiczki, bo wiatr może być naprawdę lodowaty. Co do bardziej podstawowych rzeczy, to na pewno bielizna termoaktywna koniecznie i skarpetki na zmianę, bo suche stopy to podstawa. Resztę pozostawiamy Waszej ocenie i preferencjom.

Z przydatnych informacji, to kiedy pada i jesteśmy w terenie, pod kaptur naprawdę warto założyć czapkę z daszkiem, pomaga trzymać wszystko w ryzach (grzywkę też) i dodatkowo chroni twarz. Jeśli nie macie spodni przeciwdeszczowych, to lepiej ubrać krótkie portki solo albo ze spodniami termoaktywnymi niż zwykłe czy nawet trekkingowe spodnie, bo nie wciągną tyle wody i nie będzie Wam aż tak zimno.

Nie warto jednak brać za dużo, najprawdopodobniej będziecie mieli szansę skorzystać z pralki i suszarki czy to na kempingu czy w marinie czy w jeszcze innym miejscu. My następnym razem weźmiemy jakieś 3/4 tego, co w tym roku do Szkocji.

Kemping

Najważniejsza rzecz to namiot. Najważniejsze to znaleźć równowagę między ceną, wagą i pojemnością. Nasz namiot jest cudowny, ale duży i ciężki, więc musieliśmy poszukać czegoś innego. Nie będę pisać o tym jak wybrać namiot i co warto kupić, acz wspomnę, że lepiej nie decydować się na najtańszy namiot z Decathlonu, bo nie ma ani kawałka przedsionka, w którym można by zostawić buty, a konstrukcja jest na tyle ciasna, że może nie przetrwać połączenia deszczu i silnego wiatru. Nasz wybór to niekoniecznie najlżejszy Rockland Trails 2 i chociaż jakość może budzić pewne podejrzenia, to spisał się naprawdę rewelacyjnie. Koniec. Jeśli potrzebujecie zejść z wagi, to można pomyśleć o zamianie szpilek na aluminiowe śledzie, ale to chyba wszystko, co można zrobić w temacie namiotu.
Fionnphort
Wychodzisz przed namiot, a tam...
Mamy dach nad głową, potrzebujemy jeszcze łóżek. Według internetów najlepiej sprawdzą się maty samopompujące, dobrze izolują, a przy tym są lekkie i niewielkie. Potwierdzamy. Do tego śpiwór o odpowiednim zakresie temperatur. Jeśli potrzebujecie poduszki, zrobicie ją z bluzy. Po raz pierwszy korzystaliśmy też z koców termicznych i byłam naprawdę zachwycona. Jeden leżał na ziemi pod matami, a drugi, w razie potrzeby, robił za koc. Zdarzało mi się marznąć pod namiotem w wyższych niż w Szkocji temperaturach, ale dzięki folii zawsze było mi ciepło.

Z dodatków obowiązkowo po czołówce na głowę, lampka do namiotu doda kilka punktów do komfortu. Poza tym kuchenka na paliwo ciekłe/stałe, plastikowe talerze i sztućce, scyzoryk(i) i kubki termiczne. Możecie też pomyśleć o plandekach pod namiot albo jako dodatkowe zabezpieczenie przed deszczem – jeśli możemy się rozbić między drzewami, to nie będzie problemu z montażem, w innym wypadku potrzebne będą jakieś wsporniki – my musimy jeszcze dopracować ten system, więc nie będziemy doradzać, ale chętnie przyjmiemy Wasze sugestie :)

Inne

Wszystko co potrzebne do przetrwania już mamy. Pozostają jeszcze rzeczy typu kosmetyki, zalecamy minimalizm, zwykle lepiej kupić coś na miejscu niż dopłacać za nadbagaż. Ważniejsze będą leki, tutaj znajdziecie cenne wskazówki. Dobrze mieć pojemnego powerbanka i ładowarkę do samochodu. W nowych samochodach coraz częściej znajdziemy gniazda USB, ale lepiej się zabezpieczyć albo mieć po prostu więcej wejść.

Jeśli planujecie piesze wycieczki, to potrzebne będą też plecaki, najlepiej z kieszenią na bukłak, no i same bukłaki. Plecaki, i nie tylko, przed deszczem najlepiej uchronią grube worki na śmieci. Dedykowane pokrowce raczej nie są 100% wodoszczelne, lepiej nie ryzykować. Można też rozważyć filtr wody typu Lifestraw czy Diecron PS01, moskitierę na twarz, to już zależy od tego gdzie jedziecie, zróbcie porządny wywiad przed wyjazdem.

Kwestie organizacyjne

Na koniec garść porad związanych z organizacją, głównie przestrzeni w samochodzie. Jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobicie po przylocie, będą zakupy. Przy tej okazji załatwcie sobie ze dwa kartony – jeden, na trzymanie jedzenia i całej kuchni w kupie, a drugi na namiot z wyposażeniem. Więcej kartonów może pomóc ogarnąć inne rzeczy, ale nie ma co przeginać.

Jeśli wybieracie się w góry, to warto od razu przygotować się na najgorsze i założyć, że raz wrócicie mokrzy i a dwa będzie padać, jak wrócicie do auta/namiotu. Dlatego przed wyjściem przygotujcie suche rzeczy na zmianę i wygospodarujcie miejsce na mokre rzeczy. Inaczej będziecie biegać skakać jak poparzeni, deszcz będzie się wlewał do toreb, suche rzeczy będą szybko mokre i w ogóle fe...
Pap of Glencoe
Szczyt widać, ale ze szczytu już raczej nic nie widać
Dobrze się przygotowaliście, to teraz jedynym zmartwieniem jest wysuszenie rzeczy. Nie ma mowy, żeby wyschły leżąc w samochodzie, tak uda się wysuszyć co najwyżej skarpetki, możecie je położyć na wywietrznikach. Resztę trzeba będzie wysuszyć w suszarni na kempingu, jeśli mają takie luksusy, w knajpie przy grzejniku, ale trzeba by naprawdę długo tam posiedzieć, a najlepiej znaleźć coś a la schronisko, bunkhouse czy inny zajazd z suszarnią i poprosić o pomoc... Bądźcie kreatywni i nie poddawajcie się :)

PS. Jeśli nie umiecie się zmieścić, poszukajcie takich filmów. Poza tym pamiętajcie, żeby najcięższe/największe rzeczy ubrać na siebie i wypchać kiszenie :)