środa, 31 października 2018

Podróże z psem: Beskid Śląski - Skrzyczne ze Szczyrku

Ostatni weekend spędziliśmy w Szczyrku świętując między innymi urodziny B. Mimo sporej ilości procentów, bardzo małej ilości snu i niepewnej pogody udało nam się też zrealizować plan i zdobyć Skrzyczne, a była to wyprawa na 12 osób i 3 psy, więc możemy mówić o prawdziwym sukcesie.

Większość życia spędziłam w Katowicach i choć za dzieciaka z rodzicami jeździliśmy głównie w góry, to jednak były to głównie Tatry. Beskidy zaczęłam poznawać później i wciąż wiele przede mną. Jak prawie wszędzie w Polsce przy ładnej pogodzie walą tutaj tłumy i tego nie da się nie zauważyć, jeśli wraca się w niedzielę wieczorem Wiślanką albo S1. To jest coś, czego wciąż nie jestem w stanie zrozumieć, ale nie o tym teraz. Ten weekend nie zapowiadał się jednak najlepiej, większość osób został w domach i dzięki temu udało nam się odpocząć na trasie, psychicznie w każdym razie.
Beskid Śląski
Beskid Śląski
Skrzyczne znajduje się na terenie Parku Krajobrazowego Beskidu Śląskiego. Przed wycieczką próbowałam znaleźć jakieś oficjalne informacje na temat podróżowania z psem, ale nie udało się. Według różnych blogów do parku można wejść z psem na smyczy, czyli standardowo, ale szczerze mówiąc nie wiem skąd te informacje. Nie widziałam też żadnych znaków po drodze, co oznaczałoby, że zakazu nie ma, ale czy jest jakiś regulamin, tego nie wiem.

Spaliśmy blisko Przełęczy Salmopolskiej, więc tam zaczęliśmy i po drodze na Skrzyczne zdobyliśmy jeszcze 4 inne szczyty (o tak) - Malinów, Malinowską Skałę, Kopę Skrzyczeńską i Małe Skrzyczne. Oznacza to, że wspinaliśmy się i schodziliśmy kilkukrotnie, ale mimo to trasa nie jest szczególnie wymagająca, w końcu to Beskidy. Przeszliśmy około 14 kilometrów w niecałe 5 godzin, na spokojnie, bo nie było sił na podkręcanie tempa.
Beskid Śląski
Beskid Śląski
Przed weekendem trochę padało, więc na trasie było dosyć mokro. Minęliśmy klika większych kałuży, a nawet potoczek płynący środkiem ścieżki - psiaki chętnie z niego skorzystały, ale podejrzewam, że latem nie ma tutaj takich atrakcji. Niezależnie od tego szlak świetnie sprawdzi się na wypad z psem.

Startowaliśmy w pełnym słońcu i było nam nawet trochę za ciepło, o dziwo. Później zrobiło się chłodniej i chmurniej, po drodze też ciut padało. Na szczęście prawdziwy deszcz zaczął się, jak już dotarliśmy na szczyt i siedzieliśmy w schronisku zajadając kanapki, czekoladę, kwaśnicę i naleśniki. Całą drogę w dół padało, a w dodatku zrobiło się nieco mgliście, ale bogatsi o doświadczenia ze Szkocji dotarliśmy do końca w dobrych nastrojach i z suchymi plecakami.



piątek, 19 października 2018

Podróże: Szkocja subiektywnie

Szkocja raczej nie jest popularnym celem podróży, przynajmniej nie wśród osób, które znamy. Powodów jest pewnie co najmniej kilka, a najważniejsze to prawdopodobnie ceny i pogoda. Na jednym z kempingów pracował nasz rodak, emerytowany żołnierz i twierdził, że raczej nie widuje tutaj turystów z Polski, a głównym powodem miałyby być pieniądze. Co innego Polacy mieszkający na stałe na wyspach. Jeśli zaś o pogodę chodzi, to chyba większość osób szuka miejsc, jeśli nie ciepłych, to przynajmniej suchych, a Szkocja nijak się nie wpisuję w ten obrazek.
Conic Hill
Troszkę pada
Nie ma się co oszukiwać, Wielka Brytania nie jest tanim krajem, ale przy obecnych kursach funta nie ma tragedii i przynajmniej w Szkocji ceny są podobne jak zachodniej Europie. Może z wyjątkiem noclegów pod dachem, bo te wydawały się nieracjonalnie drogie. A jednak chętnych nie brakowało, bo większość miejsc była pełna o czym głosiły wszechobecne tabliczki "NO VACANCIES". Jest tutaj jednak znacznie taniej niż w Islandii, która stała się ostatnio strasznie popularna, wydaje się więc, że nie w tym rzecz.

Pogoda natomiast jaka jest, taka jest. Mówią, że w Szkocji jednego dnia można przeżyć cztery pory roku o faktycznie tak bywa. Może przyjść też susza jak w tym roku, ale ona w końcu się kończy i pogoda wraca do normy. Czasem słońce, czasem deszcz, tak właśnie było. Mówią też, że nie ma złej pogody, są źle ubrani ludzie i w tym też jest trochę prawdy. Grunt to przygotować się psychicznie i dobrze zaopatrzyć, bo warto! Swoją drogą pogoda w Islandii też jest raczej średnia, znowu coś tu nie gra.

Krajobraz i flora

Po wyjątkowo suchym i gorącym lecie Polski krajobraz nieco się wyjałowił i przybrał kolor słomkowy. Poczułam to dobitnie w Szkocji, która co prawda też przeżyła w tym roku suszę, ale nie na taką skalę i miała szansę się szybko zregenerować. Tam było soczyście zielono, krony drzew były gęste, a trawa miękka. Nawet w pochmurne dni zieleń przebijała się przez szarość. Co prawda im dalej na północ, tym bardziej surowy krajobraz, ale wciąż kolorowy i jak dla mnie to nawet ciekawszy, trochę księżycowy.
Cairngorm Reindeer Herd Glencoe
Poza tym jest tutaj mnóstwo wody: jezior, rzek i wodospadów. Wybierając się gdziekolwiek w teren, wcale niekoniecznie w góry, prawie na pewno będziecie przekraczać wodę i to nie jeden raz. Nie dziwcie się też jeśli po małym deszczu pojawi się kilka nowych strumieni. Po dużym tym bardziej. Gdzieś w tym wszystkim wyrastają góry, nieszczególnie wysokie, bo najwyższy szczyt, Ben Nevis, ma 1344 m, ale podejścia zwykle nie należą do najprostszych.

Żeby zobaczyć to wszystko w całej swojej okazałości, trzeba mieć trochę szczęścia. Słoneczny dzień nie trafia się tutaj w końcu codziennie. Jednak kiedy jest pochmurno, a może nawet pada, też jest pięknie. Tajemniczo.

Fauna

To, co tygryski lubią najbardziej. W miejscach takich jak Isle of Mull owiec i krów jest więcej niż ludzi, co bardzo nam się podoba. W dodatku tutejsze krowy są przepiękne, jakkolwiek śmiesznie to brzmi, ale na pewno większość z Was widziała gdzieś zdjęcie krowy rasy highland i nie wierzę, że komuś się nie podobało. Owce też nie są takie zwykłe, jest tutaj kilkanaście albo i więcej gatunków. Różne rogi, rozmiary, oczy i ubarwienie. Poza tym mamy znaki ostrzegające przed wydrami, więc i wydry, orły złote (ogromne) i morskie, maskonury, głuptaki, foki, delfiny, wieloryby, renifery... i wiele wiele innych.
Krowy highland
Płetwal karłowaty
Tak, to jest grzbiet płetwala karłowatego
Nie pałam jakąś wielką miłością do ptaków, ale krążący nad głową orzeł robi wrażenie, a widok nurkujących głuptaków jest naprawdę niesamowity. Owca to niby tylko owca, ale na Szkocji znajdziemy chyba kilkadziesiąt gatunków i każdy ma w sobie coś ciekawego. Renifery niestety zostały dawno temu wybite i obecne stado ma szwedzkie korzenie. Tak czy siak chociaż są oswojone, to żyją wolno, furtka do wolności pozostaje otwarta i zdobywają pożywienie na własną rękę. To, czym mieliśmy przyjemność je karmić, to tylko przekąska.

No i deser mamy ssaki wodne. Nie zobaczymy ich raczej z brzegu, choć jest szansa, a najłatwiej spotkać chyba fokę. Można jednak wypłynąć na morze/ocean (tak na przykład) i jeśli wszystko się dobrze ułoży, to zobaczymy naprawdę sporo okazów. Raczej nie będą skakać, ale oglądanie grzbietu takiego 8-metrowego płetwala karłowatego też robi wrażenie. My mieliśmy szczęście, pogoda nam dopisała, widoczność była wyjątkowa, zwierzęta się nie wstydziły. REWELACJA.

Jedzenie

Kuchnia brytyjska nie cieszy się raczej dobrą sławą. Nie dajcie się jednak zwieść, Wielka Brytania to nie tylko bekon i fasolka w pomidorach na śniadanie czy fish & chips na obiad. W Szkocji zjecie całe mnóstwo owoców morza: langustynki, krewetki, małże, kraby... Jak fish & chips to chyba zawsze z plamiaka (haddock) i jest przepyszne. Wśród mięs króluje wołowina, a poza tym mamy haggis w duecie, a raczej tercecie z tatties i neeps, czyli ziemniakami i pasternakiem, czarny pudding, wszelkiej maści wytrawne ciasta (pie). Ze słodkości nam najbardziej rzuciły się w oczy scones. Smażonego w cieście marsa próbowaliśmy kiedyś sami w domu i to nam starczy.

W sklepach jest dużo przetworzonej żywności, ale z drugiej strony nawet najtańsze wędliny składają się w zasadzie tylko z mięsa, więc da się dobrze zjeść nie wydając majątku. Wśród serów króluje oczywiście cheddar i w sumie ciężko o inne sery, jak to w Wielkiej Brytanii. Jest ogromny wybór maseł orzechowych w dobrej cenie, jeśli kochacie tak jak my, to o energię nie musicie martwić. Wszelkie mieszanki studenckie czy inne orzeszki są w podobnych cenach jak w Polsce i chyba w całej Europie tak to wygląda, ktoś wie dlaczego? Poza tym jest całe mnóstwo innych ciekawych rzeczy, chipsy w oryginalnych smakach, lemon curd... I oczywiście cydr, choć nie ma takiego wyboru jak w Anglii i jest sporo cydrów ze Szwecji, to wciąż nie mam na co narzekać, szczególnie nie na smak, wytrawny, taki jaki powinien być.

Jedyna rzecz, która może nam troszkę uprzykrzyć życie to godziny wydawania posiłków. Często jest tak, że kuchnia pracuje na przykład od 11 do 13, a potem od 15, więc warto się wcześniej zorientować w okolicy.

Psiolubność i ekologia

Byliśmy bez psa, ale ciężko było nie zauważyć, że pies raczej nie jest przeszkodą w Szkocji. Po pierwsze na kempingu z psem można zawsze, oczekuje się jedynie trzymania na smyczy, czyli wszytko gra. Ba, spotykaliśmy nawet ludzi z kotami. Po drugie z psem można wejść do wielu budynków typu restauracja czy sklep. Mało tego, psa można nawet zabrać na morskie safari. Po trzecie tutaj wszyscy sprzątają po swoich psach. Jeśli tego nie robią, to są napiętnowani przez lokalną społeczność.
Aberdour
Druga sprawa, która mi się bardzo podoba, to recykling na szeroką skalę, rezygnacja z plastikowych słomek - dzieci mogą dostać za darmo, dorośli płacą, nie wtyka się słomki w każdy głupi napój jak w Polsce. Jak dla mnie bomba, a dzięki temu jest tutaj czysto, ładnie i przyjemnie

Informacje praktyczne

Jeśli jechać do Szkocji, to między innymi po to, żeby poszlajać się po okolicy albo bardziej zmęczyć i trochę powspinać. Jednak musicie wiedzieć, że nie ma tutaj czegoś takiego jak szalki, możemy co najwyżej liczyć na pojedyncze znaki wskazujące jakiś kierunek. Dlatego warto przygotować się wcześniej i przejrzeć stronę walkinghighlands, na której znajdziecie opisy tras, informacje na temat trudności, atrakcyjności i ilości wody na trasie.

Druga cenna informacja to to, że w Szkocji w teorii można się rozbić z namiotem gdziekolwiek, mając na uwadze kilka zasad, a w górach znajdziecie ogólnodostępne budynki, w których można spędzić noc, szczegóły tutaj. Nie są to oczywiście żadne luksusy, ale zakładam, że w środku jest sucho, a to czasem może być na wagę złota.

No i na koniec warto wiedzieć, że w Szkocji znajdziecie wiele muzeów i podobnych miejsc, do których możecie wejść bez opłat. Wstęp do Muzeum Narodowego Szkocji w Edynburgu jest bezpłatny i można tutaj spędzić kilka godzin dobrze się bawiąc. Po Edynburgu, i pewnie innych miastach też, organizowane są tematyczne wycieczki, wujek google pomoże znaleźć coś dla siebie. Za darmo można też wejść do parlamentu, ale jeśli chcecie zobaczyć trochę więcej, to musicie umówić się na wizytę przez stronę internetową.
Muzeum Narodowe Szkocji
Muzeum Narodowe Szkocji
I to chyba wszystko co najważniejsze i najlepsze z mojej perspektywy. Nie ukrywam, że wakacje te były wyzwaniem, ale nie żałowałam ani przez chwilę, było cudownie.

poniedziałek, 15 października 2018

Podróże z psem: Góry Stołowe po raz drugi

Kuky na Ostasu Prawie co roku z okazji urodzin B. jeździmy z jego rodzicami w góry. Zawsze pada na Sudety, bo tak jest sprawiedliwie, jeśli o dystans chodzi, a w tym roku po raz drugi wylądowaliśmy w Górach Stołowych. Dwa lata temu przywitała nas zima, w tym roku wręcz przeciwnie, można powiedzieć, że było gorąco, a do tego przepięknie dzięki kolorowym jesiennym liściom.
Góry Stołowe
Dodaj napis
Góry Stołowe
Polska złota jesień
Przed wyjazdem przejrzałam internet w poszukiwaniu przyjaznych szlaków i wszyscy zgodnie twierdzili, że Szczeliniec Wielki nie jest najlepszym wyborem, a szczególnie nie w piękny i słoneczny dzień, bo jest ciasno. A do tego na szczyt prowadzą schody. Dużo schodów. Czyli średnia atrakcja, z psem to już w ogóle. Padło więc na Błędne Skały, również popularne, ale podobno mniej.
Zdecydowaliśmy się na szlak z Pasterki (o taki) i był to chyba najlepszy możliwy wybór. Podjechaliśmy autem z Kudowy do Pasterki, po drodze mijaliśmy dzikie tłumy i wiele samochodów, nasze przerażenie rosło z każdą minutą. Na szczęście w Pasterce nie było tak tłoczno, a na szlaku nie spotkaliśmy prawie nikogo. Błędne Skały były już nieco bardziej obłożone i w ciasnych korytarzach powstało kilka zatorów, ale bez dramatów.

Sam labirynt jest ciekawy i momentami stanowi wyzwanie, bo jest naprawdę wąsko, na pewno znajdą się tacy, którzy się nie przecisną. Sprawia jednak wrażenie nieco zaniedbanego, przydałoby sie tam trochę posprzątać, szczególnie że wstęp w sezonie jest biletowany.
Błędne Skały
Opłaca się być małym
Wróciliśmy tą samą drogą i tym razem nie spotkaliśmy zupełnie nikogo. Nie wiem czy mieliśmy szczęście czy tak tam jest, ale nic tylko się cieszyć. Na zakończenie zjedliśmy naprawdę pyszny obiad w Pasterkrowie, miejscu bardzo przyjaznym psom. Idealnie!

W niedzielę mieliśmy mniej czasu, więc postanowiliśmy skoczyć za granicę i zdobyć Ostaš. Wystartowaliśmy z miejscowości o tej samej nazwie, samochód zostawiliśmy na parkingu i ruszyliśmy niebieskim szlakiem przed siebie. Trasa prowadzi między formacjami skalnymi, trzeba też pokonać niewielki labirynt. Na szczycie robimy pętle i zawracamy. Cała trasa to tylko 3 kilometry, ale jest przepięknie, nam podobało się dużo bardziej niż na Błędnych Skałach, więc polecamy. Tym bardziej, że jak to zwykle bywa, w Czechach ludzi było dużo mniej niż po polskiej stronie.
Ostaš
Ostaš
Cudowne sosny
Następnym razem planujemy zaliczyć Kočičí skály i Broumovské stěny.

A Wy macie jakieś jakieś szlaki w Górach Stołowych?

wtorek, 25 września 2018

Kleszcze: podsumowanie dwóch sezonów

Co prawda obecny sezon na kleszcze jeszcze się nie skończył, ale nie spodziewam się nagłych zwrotów akcji, więc pozwolę sobie już na podsumowanie. Zrobię to w dodatku z przyjemnością, bo w ten rok był wspaniały pod tym względem.

Środków przeciw kleszczom jest cała masa, można przebierać zarówno w rodzajach, jak i producentach. Przeczesując internet w poszukiwaniu najskuteczniejszej metody przekonacie się, że nie ma bezapelacyjnych zwycięzców. To, co sprawdza się u jednych psów, może nie działać u innych. Wniosek jest jednak jeden - jeśli Twój pies łapie za dużo kleszczy, to musisz spróbować czegoś innego i prędzej czy później na pewno znajdziesz swój patent.

Zeszły rok wspominam fatalnie, próbowaliśmy różnych rzeczy. Zanim sezon zaczął się na dobre jechaliśmy na kroplach Fiprex. Było w porządku, ale o kroplach trzeba pamiętać co miesiąc, więc przerzuciliśmy się na tanią, ale cenioną przez wielu obrożę Sabunol. Zapowiadało się nieźle, ale pewnego dnia nastąpiło załamanie i kleszcze wyciągałam niemal codziennie, czasem nawet po dwa dziennie. Wróciliśmy więc do kropli, tym razem Frontline i chociaż nastąpiła zdecydowana poprawa, to problemu nie udało się zupełnie usunąć. Pod koniec sezonu dodatkowo włączyłam czystek do diety Ku, próbowałam jeszcze z naturalnymi środkami na bazie ziół, ale fajerwerków nie było. Podsumowując: mogło być lepiej, cały czas byłam czujna i gotowa reagować w razie objawów boreliozy albo babeszejozy.
kleszcz
Niezależnie od wszystkiego czystek zagościł w diecie Ku na stałe. A poza tym poszperałam znowu w internecie i w tym roku postanowiłam spróbować z obrożą Scalibor prosto z Czech. W telegraficznym skrócie:
  • Dwa dostępne rozmiary: 48 oraz 65 centymetrów,
  • Substancja czynna: deltametryna
  • Zapach: brak!
  • Okres działania: co może być małym minusem obroża nabiera mocy dopiero po upływie tygodnia od założenia. Ochrona trwa do 6 miesięcy
  • Minimalny wiek psa: 7 tygodni
Obroża jest zaskakująco wiotka i sprawia wrażenie delikatnej, ale to tylko pozory. Przynajmniej ja nie zauważyłam żadnych problemów, a mamy już drugą sztukę, bo w końcu znalazłam coś, co działa! Co prawda na początku sezonu złapaliśmy dwa kleszcze, ale to by było na tyle. Od tamtej pory błogi spokój i wielka radość. Nie wiadomo oczywiście czy to zasługa obroży czy czystka, ale ja wierzę, że to połączenie sił dało takie efekty.

A Wy jakie macie sposoby na kleszcze?