czwartek, 2 lutego 2017

5 rzeczy, których nauczył mnie pies

Decyzja o przyjęciu pod swój dach psa pociąga za sobą wiele konsekwencji. Wiadomo, pies jest najlepszym przyjacielem człowieka, jednak jak to bywa także w przypadku ludzko-ludzkich relacji, przyjaźń nie zawsze jest łatwa i przyjemna. Jest kupa śmiechu i radości, ale bywają też chwile zwątpienia. Nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli i często trzeba iść na kompromis. Co by się nie działo, każda sytuacja to nowe i cenne doświadczenie, które procentują także w życiu codziennym.

Cierpliwość

Każdy, kto pracuje ze swoim psem czy to próbując nauczyć prostej sztuczki czy ćwicząc posłuszeństwo, musi się uzbroić w cierpliwość. Mnóstwo cierpliwości. Czasami na efekty trzeba czekać bardzo długo, czasami jest regres, a innym razem wielki postęp. Wyobrażam sobie, że dużo może tu zależeć od charakteru psa, ale chyba nie ma ideałów i każdy ma swoją piętę achillesową, która będzie nam się dawać we znaki. Musimy pamiętać o tym, że pies nie zawsze rozumie o co nam chodzi, a nerwy nigdy nie są dobrym doradcą. Grunt to się nie załamywać i cierpliwie próbować aż do skutku. A jeśli efektów nie widać, to lepiej zrobić sobie przerwę i wrócić do tematu za jakiś czas ze świeżą głową.

Rozmawianie z obcymi ludźmi

Z natury jestem raczej nieśmiałym introwertykiem, raczej słucham niż mówię i potrzebuję sporo czasu, żeby się przed kimś otworzyć. Dlatego spacery z Kuku, który przyciąga uwagę bardzo różnych osób stanowią dla mnie niemałe wyzwanie. Najtrudniejsze są oczywiście spotkania z innymi psami i ich właścicielami. Kuku zawsze chce się bawić, nawet jeśli druga strona nie ma na to najmniejszej ochoty, więc jeśli trafiamy na towarzyskiego psiaka, dłuższa pauza jest nieunikniona.  Jeszcze pal licho, jeśli właścicieli jest co najmniej dwóch, ale gdy staje się twarzą w twarz z jedną osobą trzeba jednak nawiązać jakiś dialog i na pewno dzisiaj przychodzi mi to łatwiej niż jeszcze pół roku temu.

Nieustanna czujność

W każdej sytuacji, w domu i na dworze. Kuku jest prawdziwym wulkanem energii i ciągle uczymy się panować nad emocjami. W magiczny sposób potrafi wykorzystać każdy ułamek sekundy naszej nieuwagi i ściągnąć coś ze stołu, złapać coś czy czmychnąć do kuchni. Interesuje go wszystko co nowe, co się rusza, co dziwnie wygląda itd. itp. i wszystko chce natychmiast zobaczyć z bliska i powąchać. Dlatego muszę cały czas uważać, wytężać wzrok i słuch, żeby dostrzec wszelkie atrakcje i zagrożenia szybciej, bo dzięki temu łatwiej jest zapanować nad sytuacją.

Radość z małych rzeczy

Nie każdy się z tym zgodzi, ale z psem jest trochę tak jak z dzieckiem. Dzieci pozwalają nam odkryć świat na nowo, dostrzec rzeczy, na które dawno przestaliśmy zwracać uwagę, cieszyć się czystą i niczym nieskrępowaną radością z prostych rzeczy. Z psami jest podobnie, choć na pewno w innej skali. To, co najbardziej ujmuje to przywiązanie, wypatrywanie przez okno mojego powrotu i entuzjazm z jakim mnie wita. Zawsze bardzo się cieszę, kiedy udaje się nam opanować nową komendę. Uwielbiam patrzeć jak sam się bawi, podrzuca zabawki, goni je, tarza się i kombinuje. Kuku jest łagodnym psem i dobrze znosi dzieci. Wielokrotnie był przytulany przez obce brzdące, a radość jaką im tym sprawiał była ogromna, więc i dla mnie było to przyjemne uczucie.

Jak cieknie ślinka

Na koniec nieco mniej poważnie. Na własne oczy przekonałam się co to znaczy, że komuś cieknie ślinka na widok czegoś, co pragnie. W przypadku Kukuła jest to po prostu pełna miska. Oczekiwanie na posiłek zawsze kończy się co najmniej jednym mokrym kleksem na podłodze :)