wtorek, 5 września 2017

Podróże: Bośnia i Hercegowina

W tym roku na wakacje wybraliśmy się bez Ku, chociaż nie od początku było to oczywiste. Pomysłów na wyjazd było wiele, mieliśmy gdzieś w końcu lecieć, ale zakończyło się na kolejnym rajdzie samochodowym po bliższej Europie. Tym razem padło na Bośnię i Hercegowinę i był to świetny wybór. Jak zwykle zrobiliśmy trochę kilometrów samochodem, a cała trasa wyglądała mniej więcej tak:

Banja Luka

Nasz pierwszy przystanek, bo miasto jest położone względnie blisko granicy i znaleźliśmy przyzwoity nocleg. Banja Luka to drugie pod względem liczby mieszkańców miasto Bośni i stolica Republiki Serbskiej (więcej o nietypowym podziale administracyjnym kraju przeczytacie tu). W 1969 roku trzęsienie ziemi zniszczyło znaczną część zabudowy, więc nie znajdziemy tutaj ani ciekawej architektury ani zbyt wielu zabytków. Wśród najważniejszych atrakcji należy jednak wymienić prawosławny Sobór Chrystusa Zbawiciela zbudowany niedawno na miejscu starej cerkwi Świętej Trójcy zniszczonej w czasie II wojny światowej przez chorwackich Ustaszy, meczet Ferhadija zniszczony w 1993 roku przez Serbów i otwarty ponownie dopiero w maju 2016 oraz Twierdzę Kastel.

Jajce

Miasto przyciąga turystów przede wszystkim 30-metrowymi wodospadami na rzece Pliva. Można je podziwiać z dwóch punktów widokowych: jeden znajdujące się u podnóża i jest płatny, a drugi leży po drugiej stronie rzeki przy główne drodze i pozwala zobaczyć wodospady z góry. Ponad nimi wznoszą się miasto oraz ruiny średniowiecznej twierdzy. W Jajce po raz pierwszy zetknęliśmy się z turystami z Bliskiego Wschodu, a wkrótce okazało się, że jest ich w Bośni całkiem sporo.

Travnik

Travnik jest naprawdę małym miasteczkiem, ale moim zdaniem oferuje znacznie niż Jajce (B. myśli inaczej). Nie znajdziemy tutaj wielu zabytków, ale tutejsze uliczki mają swój klimat. Dwie największe atrakcje miasteczka to meczet Sulejmanija, bardzo niepozorny, a jednak wyjątkowy ze względu na wzory namalowane wewnątrz i zewnątrz budynku oraz twierdza Stari Grad znajdująca się na wzgórzu w najstarszej części miasta. Z góry rozpościera się piękna panorama miasta, więc naprawdę warto tu zajrzeć.

Niestety, na urok miasta negatywnie wpływają bezdomne psy. Przygotowując się do podróży, wiele razy czytałam o bezdomnych psach w Bośni. Rzeczywistość okazała się znacznie bardziej optymistyczna i w porównaniu do Rumunii jest pod tym względem całkiem nieźle, ale Travnik jest czarną owcą w tej kategorii.

Sarajevo

Miasto znane nam przede wszystkim z lekcji historii, bo tutaj zabito arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Habsburga, co stało się pretekstem do rozpoczęcia I wojny światowej. Jednak jest przede wszystkim stolicą niezwykłego kraju, która przetrwała, choć nie bez szwanku, prawie 4-letnie oblężenie. Mimo wielu zawirowań pozostaje prawdziwym tyglem kulturowym i jest jednym z dwóch miast na świecie (obok Jeruzalem), w którym działają kościół katolicki, cerkiew prawosławna, synagoga oraz meczet.

Najbardziej charakterystycznym punktem Sarajewa jest Baščaršija czyli targ miejski, na którym znajdziemy chyba wszystko, co można sobie wyobrazić. Między straganami działa wiele restauracji i kawiarni, z których unoszą się przepyszne aromaty. Na środku placu, przed wejściem do części handlowej stoi charakterystyczna fontanna Sebilj, a przed nią, niczym w Krakowie, tłoczą się gołębie i karmiący je turyści.

Miasto zdecydowanie tętni życiem i czuć jego wielokulturowość. Każdy znajdzie tutaj odpowiednią dla siebie atrakcję. Mimo wszystko nie da się tutaj nie myśleć o niedawno zakończonej wojnie. Przypominają o niej liczne ślady, jak pomnik Dzieci Sarajewa, dziurawe jak ser budynki czy sarajewskie róże, czyli dziury w chodniku pozostawione przez wybuch pocisku, a dziś wypełnione czerwoną żywicą. Wieczorem warto wspiąć się na Żółty Bastion, by z góry zobaczyć panoramę miasta, a na pierwszym planie zobaczymy znaczący cmentarz.

Wodospad Skakavac

Pora uciec z miasta (nawet jeśli nie bardzo ludnego, jednak ciepłego) i ruszyć w góry, które towarzyszyły nam przez całą drogę po Bośni. Zaledwie 12 kilometrów od Sarajewa kryje się jeden z wielu wodospadów w Bośni, acz ten jest wyjątkowo pokaźny, bo ma aż 98 metrów i jest największym wodospadem, jaki widzieliśmy na żywo. Trafiliśmy tutaj przede wszystkim dzięki blogowi naszebałkany i możemy tylko potwierdzić to, co już napisali - warto zobaczyć wodospad i zatrzymać się u Dragana, żeby posilić się i zakupić pięknie przygotowaną butelkę (albo wiele) domowej rakii.

Mostar

Z całej podróży po Bośni, to Mostar wywarł na nas najgorsze wrażenie (nie złe!), a to przede wszystkim przez turystów. Strzelam, że to przez bliskość Chorwacji - wypoczywający tam turyści robili sobie jednodniowe wycieczki do Mostaru, a prawdopodobnie także do Medziugorje. Miasto ucierpiało w wyniku bratobójczych walk między chrześcijańskimi Chorwatami a muzułmańskimi Boszniakami, zburzono wiele starych meczetów i runął charakterystyczny Stary Most (już odbudowany), ale na szczęście część przepięknego starego miasta się uchowała i obecnie znajduje się na liście światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Warto zajrzeć też na drugą stronę lazurowo-zielonej Neretwy, gdzie świetnie widać skutki niedawnych walk. Zobaczymy tu wiele podziurawionych jak ser budynków, szczątków domów, wyjątkowych murali oraz tzw. wieżę snajperów, która kiedyś był siedzibą banku, a dziś jest ruiną i wystawą sztuki ulicznej. Z jej szczytu rozpościera się widok na całe miasto i to właśnie stąd Chorwaci strzelali do muzułmańskich przechodniów.

Obszar Chronionego Krajobrazu Blidinje

Nie potrzeba wiele czasu, by zwiedzić Mostar, do tego temperatury osiągały tutaj 38 stopni, więc następnego dnia ruszyliśmy do znacznie chłodniejszego parku Blidinje, który znajduje się w dolinie Gór Dynarskich. Tutejszy krajobraz jest wyjątkowy, płaska jak stół dolina prawie pozbawiona jest roślinności. Prawdziwe życie pojawia się dopiero na wzgórzach. Obrazu dopełnia największe w Bośni i Hercegowinie jezioro Blidinje, którego powierzchnia w szczytowych momentach osiąga 6 ha, ale jest płytkie, bowiem średnio głębokość wynosi 1,9 metrów. Zbiornik znacznie lepiej wygląda z daleka, z bliska przypomina wielkie bajoro - ale może wczesną jesienią wygląda lepiej. Latem można zdobywać okoliczne szczyty, a zimą szusować na nartach.

Blagaj

W Blagaju spędziliśmy dwie noce na jednym z najlepszych w naszej karierze kempingów, wypadało więc chociaż rzucić okiem na tutejszy znany podobno w całym świecie klasztor Derwiszów. Jest to chyba jednak nieco przereklamowana atrakcja, okolica jest ładna, rzeka Buna kolorowa i wyjątkowo zimna (sprawdziliśmy to jeszcze na terenie kempingu), ale to właściwie tyle.

Počitelj

Znacznie lepiej wypadło stare miasteczko Počitelj, które znajduje się na liście światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Jego początki sięgają czasów rzymskich, ale rozkwitło w średniowieczu, kiedy stanowiło siedzibę piratów. Następnie panowanie nad miastem przejmowały w różnej kolejności wojska węgierskie, weneckie i tureckie, ale to ci ostatni nadali ostateczny kształt miastu pozostawiając orientalną zabudowę. Zdecydowanie warto pokręcić się po tutejszych wąskich, pnących się w górę uliczkach. Podobno przyjeżdża tutaj wielu Polaków odwiedzających Miedzugurje, ale my nie spotkaliśmy właściwie żadnych turystów.

Wodospady Kravica

Tego punktu chyba nie da się pominąć i mam wrażenie, że jest to najbardziej reklamowana atrakcja Bośni. Nie da się ukryć, że są ku temu podstawy, choć promocja działa na niekorzyść, bo to przepiękne miejsce zalewają turyści (tutaj też przyjeżdżają wycieczki z Chorwacji) i powoli wkrada się tam też tandeta. Wodospady rozciągają się na szerokości ponad 100 metrów i osiągają wysokość 25 metrów. Nie lada atrakcją jest to, że można się tutaj swobodnie kąpać (na własną odpowiedzialność) i w dni, kiedy temperatura powietrza osiąga 38 stopni jest to naprawdę przyjemne. Woda ma charakterystyczną barwę, jest przyjemnie rześka i cudownie przejrzysta.

Bardzo krótka wizyta w Chorwacji

Dwa lata temu będąc w Słowenii zahaczyliśmy o Adriatyk, które pokochaliśmy od pierwszego zanurzenia (acz Morze Czarne żywimy po Rumunii tym samym uczuciem). Bośnia co prawda ma swój kawałek morza, ale musieliśmy już powoli odbijać na północ, więc postanowiliśmy zajrzeć do Chorwacji. I była to głupie. Oczywiście wiedzieliśmy, że jest to kraj znacznie bardziej oblegany przez turystów, szczególnie z Polski, jednak rzeczywistość nas zaskoczyła. Było tłoczno i tłoczno, tandetnie i naprawdę drogo. Na domiar złego Adriatyk w Chorwacji wcale nie był tak ciepły, jak w Słowenii, a podobno tego konkretnego dnia była wyjątkowo ciepła.
Planowaliśmy tu zostać dwa dni, ale szybko zmieniliśmy plany. Jeszcze przed wyjazdem myśleliśmy o Parku Narodowym Jezior Plitwickich, po szybkim przeglądzie mapy rozważaliśmy jeszcze Park Narodowy Krka, ale po chwili namysłu i rzuceniu okiem wokół siebie i na cennik - wstęp do drugiego parku kosztuje bagatela 150 kun czyli jakieś 85 złotych - uznaliśmy, że pora wracać do Bośni.

Park Narodowy Una

Alternatywą dla Jezior Plitwickich był bośniacki Park Narodowy Una i właśnie tutaj się udaliśmy. Wybraliśmy słusznie polecany kemping w Kulen Vakuf. Przez obszar parku przepływają rzeki Una i Unac, na tej pierwszej znajduje się mnóstwo wodospadów, które stanowią szczególną atrakcję, a żeby przekonać się o tym na własnej skórze, zdecydowaliśmy się na rafting... Było to dość ekstremalne doświadczenie, bo tego dnia mieliśmy do wyboru tylko najtrudniejszy z odcinków, który zaczyna się 500 metrów przed wodospadem Štrbački buk, największym na rzece Una. Na wodzie spędziliśmy 3,5 godziny, spadaliśmy z wodospadów wysokości od 1 do 5 metrów, musieliśmy przepłynąć krótki odcinek wpław, a woda, mimo że krystalicznie czysta i zdatna do pita, była naprawdę lodowata, ale przeżyliśmy i było warto! Nie mamy zdjęć ani filmów, ale polecam poszperać w internecie i zobaczyć z czym to się je.

Maribor

Czyli spokojne zakończenie urlopu w Słowenii, która zdobyła nasze serca dwa lata temu i tym razem nas nie rozczarowała. Maribor jest chyba najładniejszym miastem w jakim kiedykolwiek byłam. Jest to drugie pod względem wielkości miasto w Słowenii, ale panuje tutaj spokój i nie spotkaliśmy też zbyt wielu turystów. Jest tutaj trochę atrakcji turystyczny jak najstarsza na świecie winorośl (ma około 400 lat), cała stara część miasta zwana Lent, piwnice winne czy Zamek, w którym obecnie znajduje się muzeum, ale my polecamy pokręcić się po uliczkach w poszukiwaniu ukrytych perełek. Warto też zajrzeć w okolice Pekarny - działają tutaj kluby, teatr, galeria, biblioteka czy centrum młodzieżowe. Budynki są ozdobione muralami, znajdziemy tu też ciekawe konstrukcje i meble.

Podsumowując...

Wszystko powyżej jest oczywiście tylko małym wycinkiem tego, co widzieliśmy i czuliśmy, choć i tak wyszło przydługawo. Jeśli tak jak my nie lubicie w czasie urlopu leżeć plackiem na plaży, całym sercem polecamy Wam Bośnię i Hercegowinę. Można tutaj odetchnąć pełną piersią, nacieszyć oczy wszechobecnym górskim krajobrazem, odciąć się od towarzyszącego na co dzień zgiełku czy poobcować z kulturą muzułmańską. Do tego jest tutaj względnie tanio, kuchnia bośniacka jest różnorodna, przepyszna i raczej wolna od wieprzowiny, a ludzie mają serce na dłoni. Na pewno wkrótce tutaj wrócimy odkrywać kolejne perełki.
Jeśli zastanawiacie się nad wyjazdem i macie jakieś pytania, spróbujemy pomóc :)