poniedziałek, 9 lipca 2018

Moda na wolność

Z obawą obserwuję rosnącą ostatnio modę na chowanie psa bez smyczy. Nie wiem czy to moda lokalna czy ma szerszy zasięg, ale widzę coraz więcej takich przypadków, więc coś jest definitywnie na rzeczy. Ludzie rezygnują ze smyczy albo nawet jej nie wprowadzają. Nie wypytywałam, ale wyobrażam sobie, że wynika to z dwóch rzeczy. Po pierwsze z założenia, że im więcej swobody ma pies tym jest szczęśliwszy. Po drugie bez smyczy w ręce i człowiekowi jest trochę wygodniej, więc po co się męczyć?

Bieganie luzem psów wzdłuż ruchliwych ulic zawsze budziło mój sprzeciw. Oczywiście (podobno) są psy bardzo spokojne, posłuszne na sto procent, reagujące zawsze i wszędzie. Świetnie wiedzą, że na ulicę bez zgody wchodzić im nie wolno. Tylko że zawsze może się wydarzyć coś nadzwyczajnego i nawet takie psy mogą się czegoś przestraszyć, stracić na sekundę rozum, a ta może czasem zadecydować o życiu lub śmierci. W każdym razie ja tak to widzę.

Problem jednak dodatkowo w tym, że wiele ofiar mody nie może się pochwalić tak wspaniałym psem. Pod moim oknem regularnie wysiaduje pan z psem, a może raczej z piwem, bo pies robi co chce. Zwykle grzecznie leży obok, ale czasem gdzieś się zapędzi i już nie raz widziałam, jak znikał na dłuższy czas, a wszystko co w tej sytuacji robi pan, to wstaje i woła. I czeka. Dodam tylko, że mieszkam przy dosyć tłocznej ulicy. Inny pan z kolei psem jest bardziej zainteresowany, ale zdaje się nie dostrzegać tego, że nie jest w stanie nad nim zapanować. Kiedyś chodzili na smyczy, teraz pies biega wolno i zawsze, naprawdę zawsze, biegnie w naszym kierunku. Pan za każdym razem jest oburzony i zdziwiony, kto by pomyślał! Jeszcze inni próbują szczęścia tylko wieczorem, bo ruch jest mniejszy to i ryzyko mniejsze, więc pozwólmy sobie na odrobinę szaleństwa, a co! Regularnie jednak słyszę wieczorem te same głosy i uporczywe nawoływanie.

Żeby zakończyć, wczoraj widziałam jak york sąsiadki wbiegł na ulicę, prosto pod samochody. Kierowcy zareagowali szybko i obyło się bez tragedii. Obawiam się jednak, że tylko mnie skłoniło to do kolejnej w tej miesiącu refleksji i wkrótce będę świadkiem podobnych, albo gorszych, wydarzeń.